Recenzja: Warhammer 40.000 Podbój

arturg

„Warhammer 40.000 Podbój” to karcianka z kategorii Living Card Game. Innymi słowy podstawowy pakiet dostarcza nam kart rzekomo wystarczających do gry, ale tak naprawdę ma być tylko lepem, próbką dającą posmakować jaka to fajna gra, po to by wydać pieniądze na niezliczone dodatki. W odróżnieniu od panujących w latach 90-tych Collectible Card Games, LCG są przynajmniej o tyle łaskawe, że informują jasno o składzie dodatków, zamiast kazać kupować losowe pakiety kart.

podboj

Fabularnie gracze wcielają się w przedstawicieli dwóch spośród szalejących w tym uniwersum ras (podstawka zawiera Kosmicznych Marines, Straż Imperialną, Eldarów, Mrocznych Eldarów, Orki, Tau oraz Chaos, dodatki również Nekronów i Tyranidów). Choć w teorii część gry polega na doborze talii, w praktyce podstawowe talie dostępne w grze nie zostawiają w zasadzie niczego do wyboru (no, można próbować tworzyć sojusze z dwóch ras), pozostaje więc sprawdzić na ile przyjemnie gra się taliami zaprojektowanymi przez twórców gry.

Gracze zaczynają z zestawem kart na ręce, pewnym zapasem zasobów oraz pięcioma odsłoniętymi pomiędzy nimi planetami (spośród siedmiu, o które toczy się rozgrywka). Celem gry jest zdobycie trzech planet z tym samym symbolem (spośród trzech możliwych, przy czym niektóre planety mają więcej niż jeden), albo zabicie dowódcy przeciwnika.

podboj8

Gra składa się z trzech faz. W pierwszej gracze dokupują oddziały, bohaterów i sprzęt, płacąc punktami zasobów i stawiając oddziały na wybrane spośród pięciu planet. Następnie potajemnie przydzielają lidera (i jego ewentualną świtę) do jednej z planet i rywalizują o dominację na planecie – zwycięzca dostaje bonusowe karty, punkty zasobów lub obydwie te kwestie. Następnie, na pierwszej planecie z rzędu oraz na każdej na której znajduje się jeden z dowódców  prowadzone są działania wojenne – co polega na naprzemiennym atakowaniu poszczególnymi jednostkami. Zwycięzca może wykonać akcję specjalną z planety, zwycięzca pierwszej planety dodatkowo ją zajmuje. Jeśli zostały jeszcze jakieś zasłonięte planety, odsłaniamy jedną z nich i rozgrywamy kolejną turę.

podboj6

Graficznie jest bardzo sympatycznie, klasyczny Warhammer 40K w pełnej krasie. Fani uniwersum będą zadowoleni. Karty i elementy wykonane są dobrze i gra się nimi przyjemnie. Jeśli natomiast chodzi o mechanikę… Wiem, że ta gra ma wielu fanów – FFG nie wydawałaby do niej tak kolosalnej ilości dodatków, gdyby było inaczej.

podboj3

To powiedziawszy… nie czuję jej. Nie jest odstraszająca, ale po prostu nie ma w sobie absolutnie niczego, co skłoniłoby mnie do zdjęcia jej z półki, kiedykolwiek. Być może zakup dodatków nadałby jej rumieńców, ale skoro podstawka okazała się po prostu bardzo miałka, nie widzę powodu by polować na dodatki. Jest wiele gier, które są po prostu lepsze i wolę na nich skupić swoją energię.

Moja ocena: 2/5 – może i można grać, ale po co?

beatag

Mała szansa, by cokolwiek ze słowem „Warhammer” w tytule spodobało mi się na tyle, bym z chęcią sięgała po tę grę, czy kiedykolwiek samoistnie nabierała ochoty na rozgrywkę. Zupełnie, ale to zupełnie nie mój klimat.

„Warhammer 40000 Podbój” naturalnie więc wpisuje się w ten schemat. Ale – co dla mnie szokujące – tym razem dam tego typu grze więcej punktów, niż Artur. A to dlatego, że grało się całkiem OK.

podboj2

Zasady są względnie proste, jest fajny gadżecik do potajemnego oznaczania planety, gra nie dłuży się jakoś niemiłosiernie, słowem – nie ma tragedii.

Graficznie taka stylistyka jest dla mnie nie do zniesienia, ale rozumiem, że jest cała masa fanów takich obrazków.

podboj5

Jest potrzeba, by na bieżąco zmieniać taktykę, gdy okazuje się, że symbol, na który polujemy, okazuje się niemożliwy do zdobycia. Jest trochę tajemniczości w tym potajemnym wskazywaniu planet. Jest odrobina emocji przy walkach o planetę.

Nieporozumieniem jest dla mnie cena. 120 zł za karciankę, w dodatku dość przeciętną, to zdecydowanie za drogo.

podboj1

Kompletnie nie mój typ, nie mój styl, ale też nie ma tragedii, można zagrać.

Moja ocena: 3/5 

podsumowanie

Ostateczna ocena: 2,5/5

Ilość graczy: 2

Przeciętny czas rozgrywki: Ok. 45-60 min

Cena: Ok. 120 zł.

Grę możesz kupić np. TUTAJ

Recenzja: Cash and Guns
Pandemic Legacy: Dziennik z czasów pandemii cz. 4, ostatnia