Recenzja: Alternatywy 4

Głupio mi trochę pisać źle o tej grze, bo była ona moim prezentem dla Beaty, miłośniczki PRLowskich klimatów. Do tego trochę trudno mi tą grę przyporządkować do jakiejś konkretnej kategorii – ani to do końca gra strategiczna, ani ekonomiczna, ani przygodowa, a samo „familijna” to trochę za mało, zwłaszcza, że to raczej nie jest gra do gry z małymi dziećmi.

Jak tytuł wskazuje, gra stanowi odwzorowanie serialu Alternatywy 4. Gracze wcielają się w lokatorów słynnego bloku (jeden zawsze w dozorcę, Anioła). Następnie przez kilka dni/rund (3 w standardowej wersji), dzielonych na 5 etapów (symbolizujących 3 godziny czasu), włóczą się po bloku i okolicach, robiąc różne dziwne rzeczy.

Każda postać dysponuje nieco innymi zdolnościami i możliwościami zyskiwania punktów zwycięstwa, oprócz tego co rundę wybiera inną rolę społeczną, dodającą dodatkowe opcje zarabiania punktów i możliwości ruchu.

IMG_6300

Lokacji (rozrysowanych na dużej planszy) jest pięć, w każdej z nich w teorii można coś zrobić (dobrać karty, podrzucić awarię innemu graczowi, zebrać towar ze sklepu), w niektórych można też dodatkowo naśmiecić (lub wyczyścić). Niestety, wraz z upływem dnia ilość akcji drastycznie się zmniejsza – np. awarię można zgłosić tylko do trzeciej rundy, w sklepie szybko zaczyna brakować towarów, a jeśli jeszcze gospodarz aktywuje pracę społeczną, to odwiedziny na klatce schodowej tracą do końca dnia sens. Oznacza to niestety, że o ile pierwsze ruchy w danej rundzie są jeszcze nasycone decyzjami, to pod koniec każdego dnia nie ma to już najmniejszego znaczenia – gdzie byś nie szedł, i tak nic nie zdziałasz.

Nie pomaga temu fakt, że jedna z dużych mechanik zdobywania punktów zwycięstwa, śmieci, jest mocno niezrównoważona: dorzucić śmieci można tylko będąc samemu w danym miejscu, usunąć je (za co też można zdobyć punkty) – również będąc w nim z kimś. Paradoksalnie oznacza to, że w grze panuje nieustanny niedobór śmieci, bo dozorca + co najmniej jeden dodatkowy gracz, odgrywający akurat rolę „czyścioszka” starają się ich nieustannie pozbyć… Co jeszcze bardziej umniejsza dynamikę rozgrywki.

IMG_6299

Co więcej, mechanika zdobywania punktów jest po prostu zbyt losowa – inna główna metoda ich zdobywania, przy użyciu kart lokatorów, opiera się na czystym szczęściu i akurat znalezieniu się na tym samym polu, na którym inny gracz, który spełnia interesujące nas warunki. Sprawia to, że w grze nie ma się poczucia długoterminowego planowania i strategii, jest poczucie bycia miotanym przez przypadek. Gra tworzy wrażenie gry strategicznej, ale zamiast tego jest w dużej mierze losowa, nie tyle się gra, co jest się rzucanym przez grę to tu, to tam.

Najgorsza w tym wszystkim jest niestety potwornie niejasna instrukcja (dość powiedzieć, że odbijaliśmy się od niej tak często, że pierwszy raz w grę zagraliśmy niemal rok po zakupie! fakt, pomagał w tym wymóg minimum trzech graczy). Kto wie, może sama gra jest nawet lepsza niż się wydawało, ale instrukcja jest tak zamieszana, że coś robiliśmy źle i psuliśmy jakiś istotny mechanizm? Jak by nie było, ewidentna „skucha” po stronie wydawcy.

Przyjemna jest za to grafika i wykonanie – lekkie, komiksowy nastrój, połączony z licznymi zabawnymi cytatami z serialu zdecydowanie działają na plus, po prostu niedostatecznie.

Moja ocena: 2/5 – chaotyczna, niejasna i zbyt losowa, zdecydowanie to nie jest to…

IMG_6298


Bardzo byłam ciekawa tej gry. Nawet przed pierwszą partyjką odświeżyłam sobie serial Alternatywy 4, z błogimi wspomnieniami i niedowierzaniem, że jak go oglądałam lata temu, to pewne rzeczy wydawały mi się całkiem naturalne, a teraz szokują…

Mam wrażenie, że Alternatywy 4 to gra niedotestowana. Przecież to wręcz niemożliwe, żeby przy odpowiedniej ilości testów nie wyszło, że pewne akcje nie mają sensu, że tu i ówdzie brakuje spójności, że jest tak wiele zmiennych, cech, kart, żetonów, że ogarnianie tego w grze takiego typu nie daje frajdy z grania. Że instrukcja jest masakryczna. Że można by było obciąć kilka zmiennych i być może gra zyskałaby na dynamice. Niespecjalnie fajne jest nieustanne zerkanie do instrukcji, albo granie z nosem wlepionym w swoją „ściągawkę dla gracza”, żeby w ogóle wiedzieć co za chwilę mogę wykonać.

Nie jest to też gra beznadziejna. Ma swój urok, ale polega on wyłącznie na powiązaniu z kultowym serialem. No cóż, zawsze to coś… Fanatycy serialu odnajdą tam swoje ulubione postacie, przypomną sobie sceny z nimi, poczytają o ich cechach i może nawet kąciki ust im się nostalgicznie podniosą do góry.

Jest ładna, z zabawnymi grafikami, bardzo dobrze wykonana – taki w zasadzie standard współczesnego wydawania gier. Kwadratowe pudełko, nie za duże, nie za małe.

IMG_6301

Osobom, które serialu nie znają, gry nie polecam. Nie będziecie się dobrze bawić, w żaden sposób. Tym, którzy znają serial i perypetie bohaterów polecam rozgrywkę w przypadku, gdy będziecie mieć akurat fazę. Najlepiej korzystając z egzemplarza pożyczonego, albo w inny sposób bezpłatnego (tylko nie kradzionego oczywiście ;) ). Jeżeli macie ochotę na klimaty PRLowskie z pełnym przekonaniem polecam Kolejkę.

Moja ocena: 3/5 – sama gra zasługuje na niższą ocenę, ale daję 3 z nostalgii.


Ostateczna ocena: 2,5/5

Ilość graczy: 3-6

Przeciętny czas rozgrywki: ok. 90 minut

Cena: ok. 100 zł

Grę możesz kupić np. TUTAJ.

Recenzja: Shinobi Wojna Klanów
Recenzja: Dixit