Recenzja: Kingdom Builder

„Kingdom Builder po raz pierwszy poznałem w wersji na tablet i w tym wydaniu gra mnie zauroczyła. No, za drugim podejściem – za pierwszym, nie rozumiejąc jej zasad, dostałem solidnie po zadku.

Gra rozgrywa się na dużej planszy, złożonej z czterech spośród ośmiu dwustronnych modułów. Moduły składają się z kilku różnych terenów (łąka, kwiaty, las, pustynia i kwiaty, oraz specjalne: góry i woda), na każdym znajduje się również kilka miast oraz kilka lokacji specjalnych. Każdy gracz w swojej turze ciągnie kartę terenu po czym buduje trzy swoje osady na pasujących polach planszy. Całe wyzwanie polega na tym, że kolejne osady możesz budować tylko na polach terenu przylegających do osad już postawionych – dopiero gdy wszystkie takie pola zostaną wyczerpane, możesz położyć kolejne osady na dowolnym terenie wyciągniętego rodzaju.

IMG_4865

Regułę tą pozwalają obejść wyłącznie żetony uzyskiwane przy zbudowaniu osady obok któregoś z pól specjalnych. Zagrywane przed lub po wykonaniu standardowych trzech ruchów pozwalają zwykle dobudować dodatkową osadę (np. na normalnie niedostępnej wodzie, albo na przedłużeniu trzech już postawionych) lub przestawić którąś z istniejących – niezależnie od normalnych ograniczeń terenu (ale, za wyjątkiem specjalnej mocy dawanej przez padok, z zachowaniem ograniczenia jakim jest budowani tylko na polach przyległych do naszej struktury).

Punkty w KB zdobywa się na jeden z dwóch sposobów. Po pierwsze, każde miasto, koło którego wybudujemy choć jedną osadę, daje nam 3 punkty zwycięstwa. Po drugie, na początku rozgrywki losuje się trzy karty, które definiują inne sposoby punktowania. Np.  rybacy i górnicy dają nam punkty za osady przylegające do, odpowiednio, wody i gór. Inne karty nagradzają np. największą osadę, najwięcej osad w poziomej lub pionowej linii, albo najwięcej niepołączonych osad.

To wszystko oferuje duże możliwości ponownego rozgrywania partii w KB i sprawi, że gra szybko się nie nudzi. Na iPadzie do dziś jest ona jedną z moich ulubionych planszówek (i gier w ogóle). A jednak…

Jednak w wersji „na żywo”, grało mi się już dużo gorzej. Myślałem długo nad tym, dlaczego tak jest i wydaje mi się, że różnica polega w podejściu do rozgrywki. Grając na iPadzie, traktuje planszówki jako wyzwanie intelektualne. W grze na żywo wciąż bardzo cenię ten ich element, ale potrzebuję jednak nieco więcej interakcji. Tymczasem w KB w większości gracze graja sami sobie i za wyjątkiem ograniczonych, stosunkowo losowych i rzadko kiedy opłacalnych możliwości blokowania innych graczy, nie ma tam w zasadzie specjalnej wymiany między nimi. Równie dobrze można by w tą grę zagrać samemu, dla zdobycia jak największej ilości punktów i byłaby to podobna zabawa.

A za to niestety muszę odjąć trochę z końcowej oceny.

Jeśli chodzi o wykonanie, gra jest zrobiona naprawdę solidnie. Dużo elementów, ale nie przytłacza, plansze, osady, itp. są wykonane naprawdę dobrze i widać, że wytrzymają wiele gier. Instrukcja jasna i przejrzysta, można łatwo siąść do gry. To powiedziawszy, sądzę, że będę raczej siadał do wersji tabletowej, a na żywo rozegram raczej partie w coś innego.

Moja ocena:  4/5- w wersji na iPada dałbym 5/5, tu nawet bym się zastanawiał nad 3,5 na 5, ale między 3 i 4 tej grze bliżej czwórki.

IMG_4866

Kingdom Builder to gra, która jednocześnie mnie przyciąga i irytuje. Dość nietypowe zestawienie emocji :)

Przyciąga mnie idea budowania swoich osad, pewien element losowości, konieczność grania głównie na siebie, a nie przeciwko innym graczom. Gra jest ładna, elementy są porządne, przyjemnie się z nią „obcuje”. Jednocześnie irytująca jest bezsilność, która pojawia się wtedy, gdy wylosujemy kartę zmuszającą nas do wybudowania swojej osady w bardzo nieatrakcyjnym miejscu, tylko dlatego, że musimy budować tam, gdzie teren przylega do już istniejących osad. Ach, ile ja się naklęłam przy tym!

Ciekawym urozmaiceniem rozgrywki są pola specjalne. Lubię też w grach ten element mechaniki, który powoduje, że każdy gracz dostaje punkty za zdobycie swoich własnych celów – w tym wypadku określonych na wylosowanych na początku kartach.

Sądzę, że Kingdom Builder powinna spodobać się miłośnikom strategicznych „budowlanek”. W grze nie ma zbyt wielu interakcji wzbudzających niechęć wobec innych graczy, gra się głównie „na siebie”, zatem nie trzeba się obawiać, że bardziej wrażliwi gracze się na siebie poobrażają ;) Można grać z dziećmi i mimo, że gra jest przeznaczona dla osób od 10 roku życia, sądzę, że bystre młodsze dziecko też da radę. Innymi słowy, Kingdom Builder może się łatwo przekształcić w przyjemną grę rodzinną na zimowe wieczory.

Nie jest to gra, za którą bym poszła w ogień, ale polubiłam ją na tyle, by dać jej dobrą ocenę i czasem w nią chętnie zagrać.

Moja ocena: 4/5

IMG_4864

Ostateczna ocena: 4/5

Ilość graczy: 2-4

Przeciętny czas rozgrywki: ok. 30-60 minut

Cena: ok. 180 zł

Grę możesz kupić np. tutaj

Recenzja: Pojedynek robotów
Recenzja: Geniusz - gra karciana