Recenzja: Hobbit – Niezwykła Podróż

Hobbit – Niezwykła Podróż to przygodowa, kooperacyjna gra mająca odwzorowywać fabułę pierwszego filmu z nowej trylogii Petera Jacksona. (Dla purystów i tolkienofilów: tak, specjalnie wskazuję tu na fabułę pierwszego filmu, a nie książki, gdyż to do niego odnosi się rozgrywka.)  Każdy gracz dysponuje dwoma pionkami krasnoludów, wszyscy wspólnie sterują też pionkami Bilbo Bagginsa, Gandalfa oraz (gdy zostanie ujawniony) pierścienia, zaś celem gry jest przejście liniowej trasy od Shire aż do Gór Mglistych.

Każdy z graczy dysponuje pięcioma kartami ruchu, o wartościach 2,4,5, 1-4 oraz K6, oraz dobieranymi kartami akcji. W swojej kolejce gracz zagrywa jedną ze swoich kart ruchu (następny raz będzie ją mógł zagrać dopiero po wykorzystaniu pozostałych) i przesuwa któregoś ze swoich krasnoludów. Może też wykorzystać karty akcji do przesunięcia krasnoludów i/lub Bilba. W końcu dociąga dwie karty akcji – zwykle ze standardowego stosu, ale są też dwa specjalne stosy z mocniejszymi kartami, z których dobiera się jedynie wtedy, gdy któryś z naszych krasnoludów stoi na jednym z pól oznaczonych Rivendell lub Samotna Skała.

Większość rozgrywki ma miejsce, gdy gracze staną na polu oznaczonym symbolem przygody. Ciągną wtedy jedną z kart przygody, które to karty mają trzy główne efekty:

1) Przeciwnik – należy go pokonać zagrywając z ręki karty akcji o odpowiedniej sile, lub przynajmniej zremisować zagrywając kartę Thorina – w przeciwnym przypadku musisz cofnąć swój pionek o liczbę pól równą sile przeciwnika. Jeśli dwóch graczy ma swoje pionki na tym samym polu, obaj mogą łączyć swoje karty w walce.

2) Niebezpieczeństwo – po wyciągnięciu karty symbolizującej ścigających krasnoludy orków, przestawia się żeton je reprezentujący na specjalnym torze. Po przekroczeniu pewnych punktów na torze jeden z będących w grze pionków zostaje uwięziony – nie można nim poruszać aż do czasu gdy dojdzie do niego inny pionek i zagranych zostanie 10 punktów siły (lub Thorin). Dodatkowo, jeśli żeton orków dojdzie do końca toru, gracze przegrywają.

3) Ujawniony zostaje (i być może przesunięty) Pierścień Władzy. Jeśli Pierścień trafi kiedyś na Bilba lub vice versa, ten staje się odporny na uwięzienie.

Dodatkowym czynnikiem wpływającym na grę jest Gandalf – przesuwa się go po oddzielnym torze (przy użyciu kart akcji) i jeśli akurat stoi na odpowiednim polu, podwaja siłę kart akcji zagrywanych w jednym z trzech obszarów gry.

I to w zasadzie tyle. Idziesz, ciągniesz karty, zagrywasz… Dość dużo tu niestety losowości i trochę mało strategii czy ekscytacji, nie mówiąc o klimacie Władcy. Nie jest to zła gra, ale jest to gra typu „meh, mogę grać, albo i nie grać.” Gra nie jest specjalnie  trudna, dobrze pasuje na grę familijną, gorzej, moim zdaniem, dla dorosłych graczy.

Graficznie jest dobrze – to gra na licencji filmowej i to bardzo wyraźnie widać, elementy są dobrej jakości i solidnie zrobione. Nieco doskwiera instrukcja, która jest odrobinę niejasna – np. nie do końca wyjaśniono, czy przechodząc przez pole przygody, ale nie zatrzymując się na nim, też powinniśmy pociągnąć kartę. Nie wydaje się to logiczne, ale instrukcja jest tak napisana, że można by to zrozumieć w taki sposób.

Choć „Hobbita” lubię – zarówno film, jak i książkę – to gra niespecjalnie do mnie trafiła. Nie jest bynajmniej zła, ale nie ma też w sobie niczego wyróżniającego się.

Moja ocena:  3/5 – ok, bez rewelacji

Nie znam filmu „Hobbit” i nie zamierzam poznawać. Na 100% bym usnęła na filmie, a że fotele kinowe i pozycja siedząca przegrywają z łóżkiem w tym zakresie – pozostanę z dala od tej zacnej produkcji…

Gra „Hobbit – Niezwykła Podróż” natomiast mi się podobała. Wcale mnie nie nudziła. Nie było szaleńczych emocji i gryzienia palców z ekscytacji, ale było miło i ciekawie. Taka ilość losowości w grach mi odpowiada i wcale nie uważam, by było jej za dużo. Zasady gry są proste, co jest niewątpliwie plusem, po jednorazowym wyjaśnieniu można z przyjemnością grać. Rozgrywka jest dość dynamiczna, nie ma dłużyzn, co chwilę coś się dzieje.

Grafika niespecjalnie mnie ziębi, czy grzeje, bo zwisa mi klimat fantasy i – tak jak wspomniałam – na Hobbicie w kinie moja noga nie postanie. Rozumiem jednak, że ktoś może lubić taki klimat, więc po prostu grzecznie sobie mam swoje zdanie o klimacie, a graficznie nie ma się czego przyczepić. Gra się miło. Sądzę, że gra może być miłym prezentem dla kogoś, kto czasem lubi sobie zagrać w coś na planszy, a dodatkowo lubi film i jego bohaterów.

Nie jest to arcydzieło, ale całkiem przyjemna gra.

Moja ocena: 4/5

 

Ostateczna ocena: 3,5/5

Ilość graczy: 2-4

Przeciętny czas rozgrywki: ok. 60 minut

Cena: ok. 100 zł

Grę możesz kupić np. tutaj

Recenzja: CLASH: Jihad vs. McWorld
Sylwestrowe granie, czyli jak sprawdziły się gry na imprezie?
  • Krytyk

    Miła gra, miły prezent, miła rozgrywka. Recenzując cokolwiek można postarać się o bogatszy zasób słownictwa Pani Beato.
    Muszę skomentować też podejście do recenzji tej konkretnej gry, bo czytając takie teksty lubię czuć, że recenzent zaangażował się w jakikolwiek sposób w to co robi.
    Niestety, widzę tutaj jedynie „olewactwo”. Niezależnie od nastawienia autora do tematyki danej gry nie chcę czytać tekstów typu „zwisa mi klimat xxx”. Zresztą, już pierwszy akapit doskonale pokazuje Pani podejście i zniechęca do samej recenzji. Zaglądałem do Państwa przez jakiś czas i zawsze ten stosunek do recenzji rzucał się w oczy, a teraz przelała się czara goryczy. Może taki styl komuś się podoba, ale akurat nie należę widocznie do grupy docelowej. Nie widzę sensu dalszego śledzenia bloga, gdy internet oferuje multum stron o podobnej tematyce prezentujących poważniejszy i odpowiedniejszy stosunek do podejmowanych zadań.

    • admin

      Nasz blog i nasze prawo do recenzowania w taki sposób, na jaki mamy ochotę i używania takich słów i zwrotów, jakie nam się podobają. A Pana prawo do własnej opinii o recenzji oraz do wybierania innych stron, zamiast naszej. Jest ich całe mnóstwo, jak sam Pan zauważył, zapraszamy zatem gdzie indziej, gdzie znajdzie Pan to, co lubi, napisane tak, jak lubi. Bo my sposobu recenzowania zmieniać w chwili obecnej nie planujemy. Pozdrawiam, Beata

      • kapitan_red

        Fajno wiedzieć. Więcej do was nie zajrzę.
        PS.
        Skoro piszecie dla siebie to polecam zeszyt

  • Ka

    Czy w takim razie piszecie tego bloga dla siebie?? Uwagi czytelników nic dla Was nie znaczą?
    Zaznaczę, że głos „krytyka” nie jest w tej kwestii odosobniony…

    • admin

      To zależy jakie uwagi i od kogo. Ostatnio otrzymaliśmy uwagę jednego z czytelników na Facebooku, który powiedział, że fajnie by było, gdybyśmy dodawali więcej zdjęć. Pisał ze swojego profilu, w którym było imię i nazwisko, zdjęcie, pisał uprzejmie. Z miłą chęcią weźmiemy to pod uwagę i postaramy się zamieszczać więcej zdjęć. Jednocześnie uwagi o bogactwie słownictwa i „stosunku do recenzji”, cokolwiek to oznacza, pisane z pretensją, ZWŁASZCZA przez anonimowe osoby, trudno mi traktować serio. Tak jak wspomniałam, blogów o grach jest wiele. Jednym się podoba nasz, innym może się podobać inny. Każdy ma prawo czytać to co chce, a autor ma prawo pisać tak, jak chce. Pozdrawiam, Beata

  • Krytyk

    Dodajcie gdzieś informację, że pod uwagę bierzecie tylko komentarze z nazwiskiem i zdjęciem, a najpoważniej traktujecie te z adresem i numerem PESEL :)
    W sumie miałem nadzieję na jakieś słowo wyjaśnienia, a nie na atak na mnie. Zostawiam więc Was z Waszym stylem atakowania czytelników, którzy odnoszą się krytycznie do tego co robicie. Żegnam i nie do zobaczenia :)

    • admin

      W zasadzie nawet dajemy sobie prawo do tego, by, owszem, przyjąć, ale nie zastosować się do uwagi kogoś, nawet z imieniem i nazwiskiem. Po prostu ciężko jest dogodzić każdemu z kilku tysięcy czytelników, więc sami subiektywnie decydujemy co zmienić, a czego nie.
      Krytyk, zdecydowanie przesadzasz doszukując się w moich słowach ataku na Ciebie. Zaproponowałam przeniesienie się na innego bloga i powiedziałam, że my się raczej w tym względzie nie zmienimy. To dla Ciebie atak? Naprawdę, nie ma się o co szarpać, my naprawdę rozumiemy, że komuś się może nie podobać to, co piszemy i w związku z tym może woleć inne blogi. Spoko, jeden woli to, inny tamto. Mam nadzieję, że na innych blogach znajdziesz to, czego szukasz. Pozdrawiam, Beata

  • Pingback: GRY PLANSZOWE W PIGUŁCE #295 - Board Times - gry planszowe to nasza pasja()

  • Zniesmaczona (tak, nie zamierzam się tutaj legitymować ;P).

    Mam to samo odczucie, co Krytyk. 3/4 „recenzji” to info o tym, jak recenzentka nie ma pojęcia na temat danego uniwersum. To przepraszam, jak ma się niby odnieść do tego, czy gra oddaje klimat książki, czy też filmu? Wstyd.

    • admin

      Nijak, bo i nie ma takiej potrzeby. Gra jest w sprzedaży otwartej i nie jest przeznaczona tylko dla fanów uniwersum. Recenzja kogoś, kto świata Tolkiena nie zna jest więc w pełni uzasadniona – choć rozumiem, że może być ciężka do strawienia dla fanbojów/fangirlsów uniwersum :)
      Pozdrawiam, Artur