Recenzja: Stupromilowy biznes

Stupromilowy biznes to młodszy brat Stupromilowego lasu. Skierowana jest wyłącznie do graczy pełnoletnich. Gra toczy się wśród mieszkańców lasu, z których każdy ma swoje cechy specjalne oznaczone na karcie postaci. Wygrywa gracz, który jako pierwszy dotrze do Legendarnego Pucharu Władcy Promili. Żeby tam dotrzeć potrzebna mu będzie spora ilość pieniędzy w walucie WOW. Pieniądze zdobywa się na kilka sposobów. Można przemieszczać się po planszy, wtedy trafiamy na pola, które mogą zasilić nasz budżet (albo go uszczuplić), można korzystać z posiadanych przez siebie biznesów oraz linii produkcyjnych. W swoim ruchu gracz ma do wyboru albo ruszyć się po planszy, albo skorzystać z biznesu, albo zakupić nowy biznes, albo zakupić element linii produkcyjnej. Gdy obłowi się w dostateczną ilość gotówki, może przenieść się na Ścieżkę Zwycięstwa (tor ruchu w środku planszy). Na Ścieżce Zwycięstwa gracz nie ma możliwości uzyskiwania pieniędzy z zewnątrz, musi poradzić sobie z tymi zasobami, które posiada. Porusza się zawsze o jedno pole i stara się dotrzeć do Legendarnego Pucharu, wykonując po drodze napotkane zadania, wiążące się zwykle z sowitymi opłatami.

Gra jest ciekawa i rozgrywka przebiega przyjemnie. Ciężko mi jednak zakwalifikować tę grę do jakiegoś określonego typu planszówek. Bo spełnia całkiem przyzwoicie rolę gry ekonomicznej, a jednocześnie daje mnóstwo okazji do wypicia kieliszka (choć nie wygląda na taką na pierwszy rzut oka :) ), czyli z dzieckiem się w nią nie zagra, raczej na dorosłej imprezie, ale znowu jak na imprezówkę wymaga zbyt dużo kalkulacji i chłodnego podejścia.

Pewne zestawy kart (cechy postaci + cechy określonego biznesu) są zabójcze dla innych graczy, może też przeszkadzać dość duża losowość. Choć ja akurat lubię czynnik losowy w grach, mimo, że czasem przegrywam przez niego z kretesem :) Jest dużo różnych biznesów i dają one naprawdę ciekawe korzyści. Mniej lub bardziej atrakcyjne – w zależności od ceny, ale zawsze korzystne dla gracza (czasami bardzo niekorzystne dla innych graczy). Zdecydowaną zaletą jest prostota zasad i dynamika. Można w zasadzie dołączyć do gry w jej trakcie, bo wyjaśnianie zasad polega na powiedzeniu chyba 4-5 zdań. Wszystko, co gracze powinni wiedzieć poza tymi podstawowymi zasadami, opisane jest na planszy i na kartach. Cały czas coś się dzieje i bez przerwy zmienia się sytuacja graczy. Można być już tuż przed Legendarnym Pucharem, a nagle znaleźć się na Arenie, czyli poza Ścieżką Zwycięstwa, i od nowa mozolnie budować swoją drogę do Pucharu.

Znacznie lepsze wykonanie gry niż w przypadku Stupromilowego Lasu, ale wciąż jest kłopot z rozróżnieniem postaci na planszy. O wiele lepiej byłoby zastąpić kartoniki kolorowymi pionkami. Brakowało mi też podsumowania wszystkich biznesów na kartce. Jest tylko jedna kartka z takim podsumowaniem, a powinno być ich tyle, co graczy. Podawaliśmy ją sobie wzajemnie z rąk do rąk – nie służy to ani tej kartce na dłuższą metę, ani płynności rozgrywki.

Gra sprawdzi się w gronie osób, które lubią planszówki ekonomiczne, czy przygodowe, ale tym razem mają ochotę na coś lżejszego, w dodatku z towarzyszeniem alkoholu. Warto mieć na uwadze, że w Stupromilowym biznesie alkohol teoretycznie traktowany jest jedynie jako dodatek, jednak nie jest jedynie dodatkiem, spożywa się go całkiem sporo. Wypiłam chyba więcej, niż przy Stupromilowym lesie, gdzie przecież alkohol grał główną rolę.

Moja ocena: 4/5 – na pewno będę po nią sięgać, choć ma kilka niedociągnięć. Gdybyśmy dawali połówki dałabym 4,5.

Nie da się chyba opisać tej gry bez porównywania jej do poprzedniczki. Dla miłośników „Stupromilowego Lasu”, „Stupromilowy Biznes” może być nieprzyjemnym zaskoczeniem. Nie dlatego, że jest to zła gra – przeciwnie, jako luźna gra z elementami strategii jest całkiem sympatyczna. Natomiast zdecydowanie nie jest to – mimo licznych wychylanych w trakcie kieliszków – gra imprezowa, jak „Las”. Jeśli miałbym nadać jej jakieś określenie, nazwałbym ją grą „posiadówkową” – nie tyle na imprezę, co na winko czy nalewki w gronie kilku bliskich znajomych.

Gra opatrzona jest humorem poprzedniczki, ale jednak wybuchów śmiechu w trakcie rozgrywki było wyraźnie mniej, za to więcej chłodnej analizy. Często decyzja o tym, czy wybrać pojedynek czy „brudzia” opierała się bardziej na zimnej kalkulacji, niż na tym, co byłoby akurat zabawniejsze (pojedynek, bezdyskusyjnie). Jest to o tyle irytujące, że w grze jest też naprawdę duży element losowy i gracz może zupełnie nie ze swojej winy znaleźć się w połowie gry w sytuacji, w której ewidentnie nie ma już szans na wygraną (no, chyba, że inni zademonstrują naprawdę wybitnego pecha, co się praktycznie nie zdarza). Faktem jest też, że są w grze kombinacje kart, które są po prostu skrajnie niezrównoważone. Np. jedna z postaci pozwala graczowi dołączyć się do każdej z kolejek w grze, a gracz ten może też nabyć biznes, który za każdą jego kolejkę płaci mu 8 WOW, albo, co gorsza, zmusza innych graczy do płacenia mu pieniędzy (nawet do 8 WOW od gracza) – a gdy nie mają dość, wysyła ich do więzienia gdzie tracą turę. Albo obydwa na raz. Tego typu „komba” są strasznie przegięte, zależą w dużej mierze od szczęścia i jasne – taki gracz zaliczy niezłego kaca następnego dnia, ale jednak wpływa to na zbalansowanie rozgrywki. Ta sama w sobie jest jednak całkiem przyjemna, choć zdecydowanie wymagająca więcej pomyślunku i stabilnego planowania niż „Las”. Co nie musi być wcale złe – to po prostu inne gry i tyle. Technicznie „Las” był imprezowym „chińczykiem”, tymczasem „Biznes” jest poczętym na imprezie bękartem Monopolu i Talizmanu/Magii i Miecz ;) Nawet fajnym, ale wyraźnie innym i nie jestem pewien czy gracze szukający gry imprezowej powinni wybrać akurat tą.

Cieszy ogólna poprawa jakości elementów gry. Dużo wytrzymalsza plansza, lepszej jakości (na oko) karty, to ewidentna poprawa od czasów „Lasu”. Nie mogę się jednak powstrzymać od kilku drobnych marudzeń. Ja wiem, że gra jest tania, ale może lepiej byłoby podrożyć ją o tych 2-3 zł i dodać przynajmniej jedną kostkę (w grze jest wiele sytuacji wymagających dwóch rzutów i kilka wymagające trzech)? Dodatkowe plansze podsumowujące wszystkie biznesy – po jednej na gracza – też nie byłyby od rzeczy. No i po raz kolejny powracają problemy z nieczytelnymi pionkami. które w tej grze jeszcze bardziej dają się we znaki. Niestety, naprawdę zamiana ich na kolorowe pionki z chińczyka byłaby dużo lepszym posunięciem. Alternatywnie – mimo całej stylistyki graficznej gry – można by jednak znacząco wzbogacić gamę kolorystyczną i uczynić je tym samym łatwiej rozpoznawalnymi. W końcu plansza zawiera już jaśniejsze elementy (w odróżnieniu od „Lasu”), więc czemu nie iść o krok dalej?

Moja ocena:  4/5 – Nawet niezła gra, tylko nie imprezówka.

Stupromilowy biznes

Ostateczna ocena: 4/5

Ilość graczy: 3 – 5

Przeciętny czas rozgrywki: ok 60-120 min.

Cena: ok. 55 zł

Grę możesz kupić np. tutaj

Dziękujemy firmie „GrajmyRazem.pl” za przekazanie egzemplarza gry.

Recenzja: Mount Everest
Ranking gier familijnych wg Niedzielnych Graczy