Recenzja: Jaskinia

Gdy na Polconie/Kotle pożyczaliśmy „Jaskinię”, człowiek obsługujący wypożyczalnie ostrzegał nas, że instrukcja gry jest podle napisana i jest jedną z najgorszych na rynku. Dużym zaskoczeniem było więc dla nas to, że instrukcja wcale nie była taka zła (fakt, nie zrozumieliśmy jednego elementu, „spadków”, ale niespecjalnie przeszkadzało to w przyjemnej grze. Zdecydowanie była lepsza niż np. w równolegle pożyczonej „Goa”, której po prostu nie ogarnęliśmy – jakoś te PuertoRicowe gry nam nie pasują.

Wróćmy jednak do samej „Jaskini”. Gracze wcielają się w speleologów eksplorujących nową jaskinię. W swojej turze każdy z graczy ma do wykorzystania 5 punktów ruchu, które może wykorzystać na odkrywanie nowych obszarów jaskini, przemieszczanie się po nich oraz docenianie ich cudów – np. nurkowanie w podwodnym jeziorze czy fotografie podziemnych cudów natury. Sęk w tym, że każdy z graczy ma ograniczoną ilość zapasów i regularnie musi wracać do bazy po dodatkowe jedzenie – jeśli mu go zabraknie, jego 5 punktów akcji, normalnie pozwalające na pokonanie nawet 5 pól, zmienia się w pojedynczy ruch na turę.

W bazie gracze mogą zabrać nie tylko jedzenie, ale również liny, pozwalające na zejście przy ostrych spadkach, aparaty fotograficzne (nie jest niestety jasne – to faktycznie wada instrukcji – czy aparat jest jednorazowego użytku, uznaliśmy, że tak) oraz pontony i butle z tlenem pozwalające na pokonywanie i eksplorację jezior. Mogą w końcu spakować namiot, który, po rozstawieniu, zapewni mini-bazę wypadową, ułatwiającą zagłębienie się dalej w jaskinię.

Odkrywanie jaskini polega na dobieraniu kolejnych żetonów z czterech stosów. Po wyłożeniu ostatniego, gracze mają trzy tury na dotarcie do obozu startowego – jeśli im się nie uda, przegrywają automatycznie! Ci, którzy dotarli następnie sumują żetony, które zebrali za różne jaskiniowe czynności, zyskując dodatkowe bonusy za bycie na pierwszym i drugim miejscu w określonych kategoriach (np. „najlepszy fotograf”).

Ten etap sumowania sprawia, że w toku gry nieco trudno jest, zwłaszcza początkującym, planować swoje kolejne kroki z czysto strategicznej perspektywy, trudno na pierwszy rzut oka ocenić, jaki ruch będzie się nam najbardziej opłacał względem tego co mają inni gracze. Zostaje więc maksymalizacja własnych korzyści. Nie zmienia to faktu, że Jaskinia jest bardzo sympatyczną grą przygodową, mającą świetny klimat i przyjemną mechanikę. Gra w oryginale ma też ponoć dodatkowy soundtrack – ze względu na warunki gry nie mieliśmy okazji tego przetestować.

Graficznie jaskinia jest wprawdzie szarobura, ale hej, to gra o jaskiniach – nikt nie oczekuje tu chyba feerii barw. Elementy są ładne i dopasowane do tematyki i to chyba najważniejsze. Instrukcja ma faktycznie pewne wady i niejasności, ale wbrew ostrzeżeniom wypożyczalni, jest naprawdę ok.

W sumie – naprawdę fajna i solidna gra, jedna z tych, które chętnie dodałbym przy jakiejś okazji do kolekcji.

Moja ocena:  5/5 – dałbym 4,5 gdyby były połówki, ale jako że nie ma, to bliżej Jaskini do 5/5 niż do 4/5

Niespodziewanie miła gra. Byłam lekko zdystansowana do gry, w której jest bardzo wiele elementów, która jest szarobura i w dodatku o której powiedziano nam, że instrukcja jest najbardziej powalona na świecie. Ale, tak jak wspomniał Artur, nie była powalona, choć brakuje w niej kilku doprecyzowań.

Niespodziewanie łatwo jednak wdrożyć się w granie po jednorazowym zapoznaniu się z zasadami. Fakt, trzeba było kilka razy zerkać do instrukcji, ale to było w poszukiwaniu tych informacji, których i tak w niej nie było :) Gra się przyjemnie. Mało tu dowalania sobie wzajemnie i psucia szyków rywalom. Być może byłoby to bardziej widoczne przy większej liczbie graczy. My, grając we dwoje, grzecznie sobie wchodziliśmy w nasze kawałki jaskiń, zdobywaliśmy punkty, planowaliśmy obozy, poszczególne działania, tak, by zdążyć przed końcem gry wrócić do obozu startowego.

Jaskinia to typowa przygodówka, powinna więc spodobać się fanom tego typu gier. Mechanika obejmuje pewien element losowości: przy odkrywaniu kolejnych fragmentów jaskini losujemy kafelek z konkretnym fragmentem. To losowanie może spowodować, że jeden gracz bez przerwy będzie trafiał na wodę, a inny na pogłębione zejścia – tak jak to było w naszym przypadku. Ma to jednak pewien urok – jak to zwykle bywa w czynniku losowym.

Oceniłabym na 5 z minusem. Minus za niedociągnięcia w instrukcji. Mimo tego, gra warta rozegrania, i to nie jednorazowego.

Moja ocena: 5/5

Ostateczna ocena: 5/5

Ilość graczy: 2 – 5

Przeciętny czas rozgrywki: 60-90 min.

Cena: ok. 150 zł

Grę możesz kupić np. tutaj

Planszówkowe pomysły na prezent ślubny
Recenzja: Cluedo
  • Fistan

    Grałem z młodzieżą i byliśmy b. usatysfakcjonowani. Co do instrukcji to rzeczywiście największym problemem było opanowanie zejść oraz rozgryzienia co gdy poziom -2 dochodzi do łącznika z poziomem 0. Mam pewien problem z zakończeniem. Uważam, że jeśli gracz ma zasoby na powrót to powinien móc wyjść (tzn. nie być ograniczonym trzema rundami).No i trochę szkoda, że gra pozwala na całkowicie samodzielną eksplorację, bez żadnej interakcji z innymi graczami.
    A no i jeszcze jedno – autor przygotował serię zadań do wykonania dla samotnego gracza.
    Moja ocena 4/5

  • Co do aparatów zamieszczonych w recenzji. Sprawa wygląda następująco: każdy z graczy otrzymuje po jednym aparacie, może go wykorzystać do dowolnej liczby zdjęć, ale gdy go usunie z ekwipunku (lub obozu) albo go zgubi nie otrzyma następnego. Jeśli chodzi o zejścia, to również jest w przykładzie instrukcji, jeśli kafelek powiedzmy -75 zejdzie się z kafelkiem poziomu 0, należy użyć trzech lin (jedna lina = 25m) aby wejść z kafelka -75 na 0 lub odwrotnie. Moim zdaniem najlogiczniejszym wyjaśnieniem tego, który kafelek jest poziomu -75, a który 0 (niestety tego w instrukcji nie ma) jest zasada, z której strony kafelek był dokładany.

    Ocena 5/5

  • Pingback: Niedzielni Gracze » Recenzja: Relic Runners()

  • Pingback: Niedzielni Gracze » Recenzja: Mount Everest()

  • Pingback: Gry planszowe w pigułce #242 - Board Times - gry planszowe to nasza pasja()