Recenzja: Czarne historie – Głupia śmierć

Czarne historie – Głupia śmierć

Nigdy mnie nie ciągnęło do takiego typu gier, zwłaszcza o tematyce śmierci. Nie wyobrażałam sobie, że kogokolwiek może do nich ciągnąć, a jednak seria „Czarne historie” dorobiła się ponad 10 wersji! Przy okazji wizyty w jednej z kawiarni mieliśmy okazję przetestować limitowane wydanie „Głupia śmierć”.

Zasady gry są najprostsze z możliwych: jedna osoba jest Mistrzem Gry, pokazuje pozostałym graczom kartę, na której jest rysunek oraz krótki opis tego, jak zmarła jakaś osoba. W tej wersji gry każda ze śmierci – choć tragiczna – była dość absurdalna, nieprawdopodobna. Co ciekawe – historie te wydarzyły się naprawdę! Gracze poznają jej delikatny zarys, a ich zadaniem jest zgadnąć jak doszło do tej śmierci. Mogą zadawać Mistrzowi Gry pytania zamknięte (na które odpowiedzią może być „tak” lub „nie”) i w ten sposób poznawać więcej szczegółów i starać się zbudować całą historię. Mistrz Gry zna tę historię, gdyż na każdej karcie z tyłu jest ona opisana w sposób wystarczający na udzielanie odpowiedzi na pytania graczy.

Obawiałam się, czy gra nie znudzi mi się po dwóch zadanych pytaniach i czy nie zniechęcą mnie trudności z ułożeniem z otrzymanych odpowiedzi jakiegokolwiek sensu. Ale nie, wciągnęłam się. Oczywiście na tyle, na ile historyjki o śmierci mogły mnie wciągnąć, bo, tak jak wspomniałam, nie jest to moja ulubiona tematyka. Co więcej – jest to dla mnie tematyka najgorsza z możliwych. Mimo wszystko zgadywanie i wymyślanie odpowiednich pytań zamkniętych mnie wciągnęło i grało się może nie powalająco, ale jak na takie „kawiarniane granie” – całkiem, całkiem.

Podobały mi się grafiki na kartach – w całym swoim tragizmie dość zabawne. Karty są dość duże, ale to nie przeszkadza, wręcz przeciwnie – to jest gra, w której prawie nie dotyka się kart, więc mogłyby być jeszcze bardziej okazałe. Wygodne jest dość małe pudełko i bardzo mała ilość miejsca potrzebna na rozegranie gry.

Minusem gry jest ograniczenie ilości kart, a każdą z nich można zagrać tylko raz przez cały okres posiadania gry. Bo gdy już poznamy jakąś historię – nie ma sensu przecież odgadywanie jej na nowo, chyba, że z innymi graczami, gdy będziemy tylko Mistrzem gry. Dlatego też zapewne powstało aż tak dużo różnych edycji Czarnych historii – każda z nich jest w ten sam sposób „jednorazowa”.

Moja ocena: 3/5 – szału nie ma, ale zagrać można, zwłaszcza dla zabicia czasu.

„Czarne historie” nie powalają, ale też nie odrzucają. Ot, logiczna łamigłówka do której niezbędny jest dodatkowy, drugi gracz. Mnie akurat tematyka śmierci całkiem pasuje, bardzo lubię czarny humor, ale w tej grze ani to ziębi, ani grzeje – jako uczestnik i tak wolałem skupić się na samej zagadce.

Jest to angażujące, ale mniej więcej tak angażujące, jak zagadki przy ognisku. Ot, czasozabijacz, bez czegoś, co by wyróżniało grę. Wydanie jest funkcjonalne, grafiki spełniają swoją rolę i to chyba tyle. Jedna z tych gier, która nie odstraszy, ale też nie ma żadnej wyraźnej potrzeby by ją mieć w swojej kolekcji.

Moja ocena:  2/5

Ostateczna ocena: 2,5/5

Ilość graczy: 2 – 15

Przeciętny czas rozgrywki: od 10 min. w nieskończoność :)

Cena: ok. 40 zł

Grę możesz kupić np. tutaj

Recenzja: Pentago
Recenzja: Hanabi