Recenzja: Hacjenda

Hacjenda

Hacjenda to gra ekonomiczna oparta na mechanice tile placement. Gracze są bogatymi ranczerami w ameryce południowej. Kupują ziemię oraz powiększają swoje stada, dążąc do uzyskania jak największych zysków.

Mechanicznie Hacjenda jest bardzo prosta, co jest jej niewątpliwą korzyścią. Każdy z graczy dysponuje trzema rodzajami zasobów – pieniędzmi (za które kupuje pozostałe), kartami zwierząt i kartami terenów. W swojej turze może wykonać trzy akcje spośród kilku możliwych do wyboru, m.in. kupić nowe karty (tańsze, dobierane losowo, lub droższe, z widocznej puli), zagrać karty, zajmując tereny, kupić specjalne struktury (wodopoje i tytułowe hacjendy, dające dodatkowe punkty) lub, jesli brak mu pieniędzy,  zebrać plony ze swoich terytoriów. (Przyznam, że w naszych grach ta ostatnia akcja niemal nigdy nie zachodzi).

Specyfiką gry jest to, że punkty podlicza się i sumuje w dwóch jej momentach, oraz że to gracze decydują kiedy to będzie i kiedy gra się skończy. Gra zbliża się ku końcowi z każdą kolejną kupioną kartą stada, natomiast „stoi w miejscu”, gdy kupujemy karty terenu, hacjendy, itp. Z drugiej strony, to przez zagrywanie stad mamy największe szanse na zarobek i duży bonus punktowy. Trzeba więc umiejętnie równoważyć swoją chciwość z chciwością innych graczy oraz długoterminowym planowaniem. Mam też wrażenie, że przez to gra kończy się zbyt szybko. Być może rozwiązaniem byłoby obniżenie kosztów kart terenu lub podwyższenie kosztu kart stad.

Grę testowaliśmy w wersjach 2 i 4 osobowej i w obu przypadkach grało się bardzo sympatycznie. Grafiki są proste, ale przyjemne, choć przydałoby się, żeby powiązanie terenu z kartami terenu było widoczne już na pierwszy rzut oka, a nie zawsze tak jest.

Ogólnie Hacjenda jest przyjemna – ale tylko przyjemna. Przypomina nieco np. „Przez pustynię” w tym, że można w nią zagrać od czasu do czasu, ale nie ciągnie akurat i konkretnie do partyjki w nią i tylko w nią – tak jak bywa np. z Chez Geekiem, Talismanem czy Ticketem.

Moja ocena:  4/5 – przyjemna i sympatyczna gra ekonomiczna

 

Najważniejszą zaletą Hacjendy jest prostota zasad, choć nie jest to gra typu „trzy zasady na krzyż”. Mechanika jest łatwa do wyjaśnienia i zrozumienia.

Lubię tego rodzaju gry, gdzie jest ograniczona ilość zasobów i ograniczona ilość ruchów. Chociaż potrafi to frustrować, bo niemal zawsze chciałoby się zrobić więcej niż pozwalają te trzy ruchy na turę.

Gra się bardzo miło, do wygranej prowadzi raczej mądra taktyka własna, niż psucie szyków innym graczom, co jest dla mnie zaletą. Działanie na niekorzyść innych graczy jest możliwe w ograniczonym zakresie, ale zakres ten ograniczają nie tyle same zasady gry, co raczej konieczność skoncentrowania się na rozwijaniu własnych zasobów.

Graficznie bez zastrzeżeń, choć, podobnie jak Artur, wolałabym, aby trochę łatwiej można było się zorientować które karty odnoszą się do którego terenu.

Hacjenda powinna spodobać się tym, którzy lubią mniej skomplikowane gry ekonomiczne. Gra się przyjemnie i dość dynamicznie, jednak bez wypieków na twarzy :) Dobra rozrywka na wieczorne granie, czy to we dwoje, czy w większym gronie.

Moja ocena: 5/5 – gdybyśmy przyznawali punkty połówkowe to dałabym 4,5, ale daję 5, bo 4 to moim zdaniem za mało dla tej gry.

 

Ostateczna ocena: 4,5/5

Ilość graczy: 2-5

Przeciętny czas rozgrywki: ok. 40-90 min

Cena: ok. 120 zł

Grę możesz kupić np. TUTAJ

Recenzja: Polska w Budowie
Recenzja: Pandemic