Recenzja: Cashflow 101

Słynna gra Roberta Kiyosakiego. Gra, która ma niby otwierać ludziom oczy na zagadnienia związane z inwestowaniem, która ma im pokazać jak należy zarabiać pieniądze. Bzdura. Są to z powietrza wzięte hasła. Na pudełku gry jest napisane, że gra nie zastępuje profesjonalnej edukacji. Z jakiegoś jednak powodu tysiące ludzi uważa, że gra ich nauczy jak mają postępować z pieniędzmi.

Na początku rozgrywki każdy gracz losuje kartę, na której ma napisane jaki ma zawód, dochód, zobowiązania finansowe. Gracze poruszają się po planszy w obszarze „wyścigu szczurów” – bo tak nazywa się pierwszy etap gry. Chodzi w nim o to, by stopniowo zwiększać swój przychód pasywny, aż do momentu, gdy przekroczy on sumę wydatków. Uzyskuje się to za pomocą wyciągania kart małych lub wielkich transakcji i korzystania z nich. W praktyce najczęściej pojawiają się nieruchomości do kupienia, akcje, itp., które później odpowiednia karta rynku pozwala sprzedać – o ile zostanie wylosowana. W grze pojawiają się też zdarzenia losowe, jak np. narodziny dziecka, które zwiększają wydatki, albo urodziny, na które dostajemy pieniądze od pozostałych graczy, i inne. Są też pola z „wypłatą”, których przekroczenie pozwala wziąć graczom „pensję”. Każdy gracz prowadzi też własną kartę ze swoim zestawieniem finansowym.

Gdy już uda nam się zwiększyć swój przychód pasywny na tyle, by wyjść z „wyścigu szczurów” – przechodzimy na tzw. szybki tor. Gra na szybkim torze może być na początku zabawna, bo ma się mnóstwo pieniędzy, cały czas przychodzą nowe, wydajemy kolosalne kwoty na różne biznesy i przyjemności, szastamy pieniędzmi na prawo i lewo, a one i tak się pojawiają co kilka rzutów kostką, bo tu też są pola z wypłatą, tyle że ta wypłata już jest dziesiątki razy większa niż wcześniej. Może to być przez pewien czas bardzo miłe, bo kto nie lubi opływać w pieniądze? Jednocześnie po chwili staje się to potwornie nudne, zwłaszcza w rozgrywce na dwóch graczy. Przy większej ilości jakoś to się niweluje, bo jeszcze nie wszyscy gracze mogą być na szybkim torze, patrzymy więc co robią inni, obserwujemy sobie i napawamy się naszym sukcesem. Jednak inteligentny gracz, moim zdaniem, potrzebuje jakiegoś bardziej wyrafinowanego bodźca w drugiej części gry, niż tylko rzucania kostką i bezmyślnego „kasa przyszła – kasa wyszła”.

Cashflow 101 ma zasadniczą, potworną i bardzo podłą wadę: jest to gra BARDZO droga. Kosztuje minimum 360-400 zł. A najgorsze jest to, że na tę cenę nie zasługuje. Biorąc pod uwagę jej realną wartość dla gracza, powinna kosztować 100, max 150 zł. Ale 400?? Błagam, chyba ktoś na mózg upadł. Albo wie jak zarabiać pieniądze, i to bynajmniej nie na handlowaniu nieruchomościami, tylko na średnio fajnej grze w horrendalnej cenie z bardzo dobrym marketingiem. Tej gry się po prostu nie opłaca kupować. Lepiej za tę cenę kupić sobie 2-3 inne wypasione gry ekonomiczne, które będą ciekawe, emocjonujące, angażujące i uczące jednocześnie.

Zaletą Cashflow 101 jest to, że uczy liczyć. Może być zatem stosowana do uczenia się tego, jak liczyć raty pożyczki, opłacalność zakupu, itp. Jest dużo liczenia, bardzo przydatny jest kalkulator (niestety nie dołączony do gry).

Gra jest ładnie, estetycznie wydana, jednak NIC z tych rzeczy nie sprawia, że jestem w stanie zgodzić się z jej ceną. Cena tej gry w porównaniu z jej jakością jest głównym czynnikiem, który obniża moją ocenę.

Moja ocena: 3/5 – jeżeli kiedykolwiek będzie kosztować trzykrotnie taniej, wtedy pomyślę nad podniesieniem oceny.

Robert Kiyosaki – niby milioner, który dorobił się na nieruchomościach, w praktyce facet, który zarabia na sprzedaży książek, „szkoleń” i gier n.t. tego, jak rzekomo zarobić na nieruchomościach. Taką grą jest właśnie Cashflow i jej dodatek Cashflow 202, koncentrująca się na inwestycjach na giełdzie.

W praktyce gra opiera się na mechanice pokrewnej do hasbrowskich Monopolu i Gry w życie, z lekkim podkreśleniem pilnowania wydatków i inwestycji. Jednocześnie „inwestowanie” w grze sprowadza się w praktyce do „Kupuj nieruchomości, w zasadzie nie sposób na nich stracić” – co po 2008 roku jest doprawdy ciekawym przekazem. No, po prawdzie – jest ok. 1% szans na to, że na nieruchomościach można stracić. W każdej innej wersji się na nich zyskuje, opłaca się nawet na nie zakredytować, co sprawia, że dla bardziej doświadczonych graczy strategia staje się oczywista i wszystko sprowadza się do czystej losowości – czy wyrzucisz odpowiednio dużo? Czy wyciagniesz odpowiednią kartę?

To wszystko sprawia, że gra jest po prostu nudna, a staje się jeszcze nudniejsza po przejściu do endgame, czyli na „Szybki tor”, gdzie jako milionerzy szastamy pieniędzmi i losujemy, czy przypadkiem uda nam się spełnić swoje marzenie. (Marzenie, np. zbudowanie szkoły w Afryce, to cel gry wybierany przed rozpoczęciem rozgrywki, wybór który nie ma żadnego realnego znaczenia, bo i tak wszystko zależy od tego, czy przypadkiem trafimy na dane pole, czy nie.)

Jeśli chodzi o wykonanie  – pół na pół. Z jednej strony plansza jest bardzo solidna, ale z drugiej większość gry toczy się tak naprawdę na małym jej wycinku (koło widoczne w centrum zdjęcia poniżej) oraz na indywidualnych kartach rachunkowych gracza, na których non stop zapisuje się i wyciera kolejne zmiany konta. Rozumiem, że miało to symulować prawdziwą księgę wydatków, ale po pierwsze – nie ma wiele wspólnego z tym, jak taka księga naprawdę wygląda, a po drugie, jest po prostu potwornie niewygodne w grze. Prosty tor z zaznaczanymi wydatkami, rozwiązanie wręcz przedpotopowe w mechanice gier, sprawdziłby się tu duuużo lepiej.

Grafika jest kreskówkowa, dość prosta, nie odrzuca ani nie przyciąga.

Wszystko to dałoby się pewnie wybaczyć, gdyby nie ostatni i największy mankament gry. Cena. Kolosalna, kosmiczna, niebotyczna cena. Ponieważ gra sprzedawana jest jako materiał do edukacji finansowej, a nie jako gra planszowa, jej cena jest po prostu wzięta z kosmosu i nie ma żadnego odniesienia do rynkowych standardów.  Za wyjątkiem edycji kolekcjonerskich albo gier figurkowych – ważących zwykle tak 20x tyle co Cashflow nic dostępnego na rynku nawet nie zbliża kolosalnej ceny recenzowanej gry.  Nawet limitowane, figurkowe gry z Games Workshop jak Space Hulk czy Dreadfleet są od Cashflow o kilkanaście procent tańsze -przy nieporównywalnych kosztach produkcji.

W sumie? Potwornie droga, niezbyt ciekawa pod względem mechaniki, jedynym ratunkiem mogłaby tu być wartość edukacyjna, ale i z tą kiepsko. Gra, która ma uczyć inteligencji finansowej, a która nie daje kontroli nad tym, czy dokonasz impulsywnego zakupu – bo zależy to tylko od wyciagniętej losowo  karty? To jakieś żarty. Ta gra nie uczy podejmowania rozsądnych decyzji finansowych, a raczej ślepego trzymania się dość ideologicznej strategii inwestowania sprzedawanej przez Kiyosakiego. Nie ma co marnować na nią pieniędzy.

Moja ocena:  1/5 (gdyby kosztowała 100 zł, można by jej dać 2/5, przy cenie 400 zł, za co można kupić Pret-a-Porter, Agricolę i jeszcze zostanie na jakąś grę negocjacyjną – nie ma o czym mówić).

Ostateczna ocena: 2/5

Ilość graczy: 2 – 6

Przeciętny czas rozgrywki: ok. 2h

Cena: ok. 360 – 400 zł

Grę możesz kupić np. tutaj

Recenzja: Kamień Gromu
Recenzja: Agricola
  • Paweł

    Z większością tez się zgadzam ( cena wykonanie itp) ale co do walorów edukacyjnych to nie do końca. Prawdopodobnie graliście w tą grę w małej grupie i w dodatku bez udziału młodzieży.
    1. zawód – karta jest tak opracowana iż mając lepszy zawód masz większy dochód ale też większe koszty życia – bardzo pouczające
    2. samo pojęcie dochodu pasywnego – nie uczą tego w żadnej szkole – a powinni
    3. losowość – no cóż nie do wszystkiego można dojść ciężką pracą czasem los się do nas uśmiechnie ale trzeba umieć wykorzystać szansę – jak to w życiu.
    4. dobroczynność – dodatkowa kostka – ciekawy pomysł
    5. sceptycyzm dotyczący inwestowania w nieruchomości prawdopodobnie wynika z braku doświadczeń w tym temacie. Nie chodzi o kupowanie na górce mieszkań w kredycie walutowym tylko na spokojnym dobieraniu inwestycji pod kątem ROI – i tego uczy gra. Mamy inwestycje w złoto w obligacje akcje i nieruchomoiści na wynajem lub biznesy i odpowiednio bez komplikacji jest to pokazane.
    6. Grając w 6 osób zabawy i śmiechu jest co niemiara czego doświadczyłem osobiście a fakt że czasem wygrywa pielęgniarka a nie lekarz też daje do myślenia
    Ocena 1 jest krzywdząca ale rozumiem że łatwo się można zrazić gdy nie ma interakcji. Grając w wersję na PC zanudziłem się po 20 minutach
    Pozdrawiam
    P.

    • admin

      1. Z tym mogę się ogólnie zgodzić (choć nie do końca, bo czesto da się połączyć lepszy zawód i niskie koszta)..

      2. Tu już gorzej, bo de facto nie ma czegoś takiego, jak dochód pasywny. Jest „dochód nie wymagający codziennej pracy od 8 do 16”, ale pasywny on zdecydowanie nie jest.

      3. Poziom losowości w grze jest po prostu absurdalny i nierealny. Trafniej byłoby np. gdyby wypłatę dostawało się ilekroć ktokolwiek przejdzie przez pole „wypłata” – w końcu jeśli mija miesiąc, to dla wszystkich.

      4. Dobroczynność – pytanie na ile trafny. Milionerzy prawdziwi wcale nie mają takich tendencji.

      5. Sceptycyzm dotyczyący inwestowania w nieruchomości wynika choćby z: http://www.johntreed.com/Kiyosaki.html#gobrokebig
      Nie mogę się też zgodzić z tym, że gra uczy „spokojnego doboru inwestycji pod kątem ROI”. Mechanika jest tak zaprojektowana, że ZAWSZE opłaca się kupować nieruchomość, jeśli tylko masz pieniądze, a ŻADNA inna inwestycja nie jest nawet w przybliżeniu opłacalna w porównaniu z tą.

      6. Grając w 6 osób śmiechu i zabawy jest masę w większość planszówek – nie wiem jakie masz porównanie. Ocena 1 jest oceną w porównaniu z innymi znanymi nam planszówkami ;)

      -Artur

  • Adam

    Samemu autorowi gry nie pomogło to wyjść chyba z wyścigu szczurów bo ostatnio ponoć splajtował.

    • Paweł

      Raczej pomogło. Upadł biznes a pozostał majątek osobisty. Cóż chciwość dopada wszystkich ale umiejętność spadania na 4 łapy niekoniecznie. Zarobił za dużo nie chciał się dzielić i tyle.
      Ogólnie chodzi o to żeby dostrzec ze istnieje coś takiego jak wyścig szczurów i wyciągnąć z tego wnioski. A przy większej liczbie osób zabawa jest … jeśli chodzi o grę…

      • admin

        Paweł, czy próbowałeś np. Pret-a-Porter albo Agricoli, tak dla porównania?
        -Artur

        • Paweł

          Chętnie bym pograł ale aktualnie jestem zaangażowany w poważny projekt: 6cio latek :-D.
          Idzie całkiem nieźle np w grę Dywizjon 303 śmiga całkiem nieźle, teraz na tapecie Story Cubes a w planach Szalone małpy

  • M

    Ja myślę, że niektórzy za dużo oczekują po takich grach edukacyjnych. Ani żadna książka, ani przepis, czy gra edukacyjna nie zastąpi rozumu. Tak czy siak życzę wszystkim aby korzystając choć trochę z wiedzy p. Roberta poprawili swoje położenie finansowe.

  • Roman

    Z tą ceną to jest przynajmniej jeden wic…
    Roberto kasuje z tytułu praw licencyjnych 50 USD za każdy egz.

  • Dociekliwy

    Sądze, że oboje z Was, którzy oceniacie tę gre jesteście totalnie spłukani, i jesteście na etapie wyścigu szczurów, a to czego uczy ta gra kompletnie nie zgadza się z waszymi schematami myślowymi.
    Typowe zachowanie typowego Polaka. W każdym razie młodemu pokoleniu mieszkającemu jeszcze w Polsce potrzeba odświeżenia i zaktualizowania pojęcia „zarabiania” oraz dążenia do finansowej wolności, a wszystko powinno zostać rozpoczęte od zreformowania systemu edukacyjnego.
    Wszystkich, którzy mają zamknięty umysł oraz klapki na oczach pozdrawiam.

    • admin

      Muszę rozczarować, do „bycia spłukanymi” nam daleko :)

      Proponuję wziąć na przyszłość pod uwagę, że ludzie mający inne poglądy od Ciebie mogą nie być głupi, zazdrośni czy wypierający coś niezgodnego z ich schematami myślowymi, tylko, przeciwnie, mogą wiedzieć coś więcej od Ciebie. Tak jako opcja – ułatwi to rozmowę :)

      Pozdrawiam,
      Artur

  • Ciekawe czy gdyby Robert T. Kiyosaki był „niby milionerem, który dorobił się na nieruchomościach” to Donald Trump, który dorobił się na nieruchomościach BEZ WĄTPIENIA rozmawiał by z nim jak równy z równym. ;)
    http://www.youtube.com/watch?v=4IYxyymxdsU&list=SP24F5F29A1711F531

    Bankructwo Kiyosakiego to bzdura, może warto najpierw sprawdzić informacje, zanim się je rozpowszechni. Upadła tylko JEDNA z jego firm – i tyle, w dodatku nie na skutek złego zarządzania.
    Tak naprawdę jedyne, czego się czepiają krytycy to cena gry. Cóż, jak ktoś chce mieć wszystko za pół-darmo – albo najlepiej bezpłatnie – zawsze będzie miał węża w kieszeni. Ja nie żałuję ANI JEDNEJ złotówki wydanej na tą grę i gorąco polecam ją innym – BEZPŁATNIE.

    • admin

      Donald Trump nie dorobił się na nieruchomościach :) Cały swój majątek odziedziczył po ojcu (który faktycznie w pewnym sensie dorobił się na nieruchomościach – miał firmę budowlaną). Wszelkie działania Donalda doprowadziły jedynie do pomniejszenia odziedziczonego majątku, nie powiększenia go. Donald jest, podobnie jak Kiyosaki, niezłym PR-owcem i to by było na tyle. Proponuje, po raz kolejny, weryfikować tezy :)

      Co do krytyki – nie, problemem gry jest nie tylko cena, ale także jej wartość. Uczy nawyków, które z inteligencją finansową nie mają wiele wspólnego, za to wszystko z ideologią. W porównaniu z np. polskim Pret-a-Porter, Cashflow przegrywa zanim wyścig się nawet rozpocznie.

      Pozdrawiam,
      Artur

      • nieprzekonana…

        ym….
        nie jestem pewna czy tę grę faktycznie oceniałeś pod względem jej fajności czy tego co z niej się uczysz. Sądzę ze do końca neutralnie nie oceniałeś gdyż jeśli jej autora zwyczajnie nie lubisz i uważasz za PR-owca . Tym już podświadomie oceniałeś tą grę niżej…
        Dodatkowo proszę powiedz kim jesteś z zawodu? Lekarzem, księgowym?
        Czy czytałeś książki roberta kiyosaki ? Bo po przeczytaniu jego książęk, a dokładnie Bogaty ojciec biedny ojciec widziałbyś tą grę innymi oczami.Myślę że myślałeś grając w tą grę swoimi odwiecznymi przekonaniami i nie pasowało Tobie myślenie roberta.
        Pozdrawiam

        • admin

          Gdy grałem w tą grę, byłem akurat jeszcze wkręcony w autora. Nie pomogło. Niestety, gra jest po prostu kiepska i rozegranie solidnej ilości partii w bardzo różne gry, oceniając ją tylko jako grę – jest po prostu tragicznie zła. Zagraj dla porównania choćby w przytoczone w recenzji Pret-a-Porter i wtedy wróćmy do tej rozmowy :)

          Z wykształcenia jestem psychologiem, z zawodu trenerem i coachem. Książkę Kiyosakiego czytałem i uznaje ją za tragiczną, choć swego czasu, jak wielu wkręconych w pop-rozwój-osobisty się nią zachwycałem ;) Naprawdę sugeruję wyjście z perspektywy, że zjadło się wszelkie rozumy i jeśli ktoś uznaje naszą ulubioną ideologię za szajs, to musi być to wyraz jego ograniczających przekonań. Dopuść opcje, że to Ty się dałaś nabrać ;)

          Pozdrawiam ciepło,
          Artur

  • Bitcoin.uk

    Matyldo…. Co niektórzy tutaj nie mają nawet podstaw edukacji finansowej i piszą recenzje do gry o finansach. Jak się poszuka to grę można już kupić za 200-250 zł. Dodając książki „Bogaty ojciec, biedny ojciec” i rewelacyjną „Kwadrant przepływu pieniędzy” Roberta, można trochę przestawić głowę na myślenie z poza „wyścigu szczurów” Niestety ludzie przewaznie są zaprogramowani na pracę na etacie i to im wystarczy lub nie rozumieją, że można zacząć inaczej myśleć i inaczej żyć.. Ja mam pietnastoletnią córkę, która przeczytała JUŻ kilka książek Roberta, uwielbia grać w tę grę ze znajomymi, podsuwa im książki Roberta do czytania. A najlepsze jest to, że dzięki tym książkom a POTEM grze potrafi już generować małe dochody i co najlepsze już w wieku piętnastu lat twierdzi, że praca na etacie to głupota skoro można zarabiać nie męcząc się, nie wstając rano i siedzieć w zakładzie, czy w biurze. Tak, że polecam najpierw zacząć od książek a potem usiąść do gry. Uwierzcie, że na grę będziecie patrzeć innymi oczami. Pozdrawiam ;-)

    • Obawiam się, że mylisz „edukację finansową” z „motywacyjnymi gadkami nawiedzonych guru” ;)

      • Bitcoin.uk

        No nie koniecznie. Nie byłem na żadnym szkoleniu, żadnego guru :-) Zacząłem czytać i wciąż czytam. Najpierw trzeba zmienić myślenie by dostrzegać okazję. Książki uczą jak otworzyć się na inne sposoby zarabiania niż tylko praca na etacie czy mała działalność gospodarczą i jak myśleć o inwestycjach. Co prawda dopiero po trzech latach ale zostawiłem pracę na etacie i nie inwestuje w nieruchomości. Oczywiście jest ryzyko że inwestycja nie wyjdzie ale na 90% nie wyjdzie jeśli nie będziesz czytał bo będziesz się pakować wszędzie a książki uczą jak myśleć, podejmować decyzje i na co zwracać uwagę przy inwestowaniu. Jesteś otwarty i nie boisz się to w końcu wygrasz :-)

        • Statystyka mówi, że zamiast ” Jesteś otwarty i nie boisz się to w końcu wygrasz :-)” powinno to brzmieć ” Jesteś otwarty i nie boisz się to w końcu przegrasz do tego stopnia, że nie zdołasz się odbić od dna i utoniesz”.

          Ale oczywiście fajniej jest żyć fantazjami.

          • Bitcoin.uk

            Masz rację, że tak będzie jak będziesz to robił bez edukacji finansowej czego brakuje ludziom a potem płaczą, że stracili pieniądze. Proponuję zacząć od nauki „czym jest piramida finansowa” Jeśli zgłębi się tę wiedzę na początku to uwierz mi, że z wielką łatwością można omijać inwestycje, które śmierdzą przekrętęm i w ten sposób raptem gra Roberta okaże się bardzo sensowna i pouczająca.

          • Niezmiennie bawi mnie, gdy ktoś kto przeczytał parę bzdurnych książeczek Kiyosakiego jest święcie przekonany, że wie nieporównywalnie więcej od rozmówcy i nie weźmie pod uwagę, że ten może mieć „deczko” większe kompetencje w temacie ;) No bo przecież nie może być tak, że się mylisz, co? ;)

          • Bitcoin.uk

            Nie wiesz kolego ile i kogo książki czytałem ale widzę, że zaczynasz się denerwować więc nie chce już z Tobą dyskutować bo i tak to nie ma sensu. Szkoda Twoich nerwów ;-).
            Ja porostu zarabiam dzięki inwestycjom i cieszę się bo cały mój czas mogę poświęcić sobie, rodzinie i przyjaciołom zamiast wstawać codziennie do pracy.
            Pozdrawiam :-)

          • Akurat po stylu argumentacji jestem w stanie powiedzieć ile i kogo książki czytałeś :) Serio, pewne rzeczy się widzi :D

            Co do denerwowania – proszę, daruj sobie projekcje swoich emocji na mnie :)

  • Julia

    Grałam w tę grę w raz ze znajomymi. Od początku mi się nie podobała. Byłam pilotem a oszczędności dostałam 400 $. Sądzę, że przeciętny pilot ma więcej oszczędności.
    Nie podobało mi się również, że wylosowałam wydarzenie ” rodzi mi się dziecko i mam koszty. Przepraszam czy dzieci nie powinny być planowane? A jak ktoś nie chce mieć dziecka to co ? Ma je mieć mimo, że nie chce? Inne wydarzenie czysto losowe, polegające na wydawaniu kasy. Mało możliwości zarobienia pieniędzy.
    A jak wejdziesz na drugie koło to co ? Nie masz problemów? Dzieci Ci się nie rodzą? Nie tracisz pieniędzy? Tej gry wynika to, że lepiej być bezrobotnym, bo masz małe koszty i łatwiej Ci wejść na drugie koło. A osobie z dobrą pracą trudniej, bo już ma koszty, które sprawiają, że trudniej zostać milionerem.
    Ta gra nie ma nic wspólnego z prawdziwym życie wbrew nachalnej reklamie na okładce. Nie ma mowy o założeniu własnej firmy, i inwestycje mające wyciągnąć gracza z pierwszego koła są całkowicie nierealistyczne. Wydarzenia losowe są kontrowersyjne – gracz nie może podjąć decyzji czy chce kupić nowy telewizor – gracz musi go kupić, nawet jeśli później zostanie bankrutem. Dziwne jest również, że gracz nie może obmyślić żadnej strategi. Większość wydarzeń jest losowa. Wygrana nie zależy od decyzji gracza tylko od wyciągniętych kart.
    Podsumowując nie polecam.

  • Karolina Marciniak

    Dawno nie byłam tak napalona na żadną grę po przeczytaniu tylu pozytywnych opinii. Kupiłam ją jako używaną za 220 zł i są to najgorzej wydane dwie stówy w życiu. Na dwie osoby nudna, może jak zagramy w większym gronie,to zabawy będzie więcej,choć pewnie porównywalne do Monopoly. Natomiast aspekt edukacyjny jest po prostu żaden. Więcej zarabiasz,więc masz większe koszty życia? Nie nowina. Nie trzeba płacić 400 zł,żeby to wiedzieć. A do tego,nie zawsze jest to prawda. Losowość tej gry jest większa niż przy losowaniu 6 w totka,co zasadniczo mało pomaga w wypracowaniu dobrej strategii finansowej. Niektóre karty prezentują sytuacje rynkowe,które normalnie po prostu nie mają miejsca. O zupełnym odrealnieniu skali inwestycji w nieruchomości nie wspominając. Mój Mąż,ekonomista z wykształcenia, wyśmiał tą grę,a ja na żadnej tak się nie zawiodłam jak na Cashflow. Jako zwyczajnej planszówce dałabym może 3,biorąc pod uwagę aspekt potencjalnej zabawy,natomiast jako grze rzekomo edukacyjnej w takiej cenie to nawet 1 bym nie dała. I nie,nie jestem sfrustrowanym człowiekiem,który jest osadzony w szarej rzeczywistości,która go dobija. Ja po prostu mam trochę wiedzy finansowej i dużo zdrowego rozsądku w tym zakresie. A dorabianie ideologii do tej gry jest po prostu słabe.

    • No niestety. Mam usilne wrażenie, że fani Cashflow są wkręceni w ksiażki Kiyosakiego, natomiast nigdy nie grali we współczesne planszówki i nie wiedzą nawet z czym należałoby tą grę porównywać.