Recenzja: Galaxy Trucker

Galaxy Trucker

Galaxy Trucker to czysty chaos w planszowo-płytkowej wersji. Gra zaczyna się od dzikiego układania swojego statku z części wylosowanych z wielkiego stosu. Trzeba się śpieszyć, bo pierwszy gracz, który skończy może zamknąć kolejkę dla innych, ale trzeba być też precyzyjnym, bo wszelkie błędne – jednostronne – połączenia zostaną usunięte na koniec tej fazy. To może sprawić, że wystartujemy tylko z połową naszej jednostki, gdyż poszczególne części statku trzymają się na innych, połączonych z nimi. Ale zadbanie by wszystko się ze wszystkim łączyło to tylko początek! Trzeba jeszcze statek uzbroić, zasilić, osłonić tarczami energetycznymi, zapełnić załogą, zebrać energię i zostawić miejsce na ładownie, które można będzie zapełnić w czasie lotu. No i jeszcze zadbać, by żadne z połączeń statku nie wychodziło w przestrzeń, bo wtedy w rury może nam wlecieć meteorycik i zrobić małe-wielkie bum!

Gdy już nasze rozklekotane awatary chaosu… przepraszam, majestatyczne transportowce kosmiczne – wystartują, zaczyna się prawdziwa zabawa.  W drodze do celu czeka bowiem kilka okazji do zarobku oraz całą masę zagrożeń, które mogą w szybkim tempie rozerwać nasz statek na strzępy i sprawić, że do celu dolecimy tylko uszkodzoną szalupą ratunkową… albo i wcale. Ponieważ ta część jest wybitnie losowa – ciągniemy karty, do tego rzucamy przy wielu z nich kośćmi, więc istnieje spore ryzyko, że któryś z graczy będzie miał najnormalniej w świecie nagromadzenie pecha, które będzie go kosztowało połowę statku w ciągu tury czy dwóch.

Gdy nędzne resztki naszych transportowców dolecą w końcu do celu (czytaj – przejdziemy przez talię wydarzeń), zliczamy punkty za prędkość, stan statku, zawartość ładowni, itp. po czym zabawa zaczyna się od nowa, przy czym każdy z graczy zaczyna z większą planszą do budowania statku.

Graficznie Galaxy Trucker daje radę. Nie ma tu rewelacji, ale nie jest też brzydka, a co ważne, komponenty są wyraźnie rozpoznawalne – co jest bardzo istotne w fazie składania statku. Poziom interakcji z innymi graczami jest umiarkowany, ale wszyscy mają dużo frajdy z obserwowania wydarzeń na planszy.

Gra jest niezwykle dynamiczna i bardzo losowa, w czym tkwi duża część jej uroku. Nie ma tu specjalnego bólu porażki, a jednocześnie pojawia się pewien poziom uzależnienia, chęć sprawdzenia „czy następny statek zdoła dolecieć w całości”. To doświadczenie mocno kojarzyło mi się z komputerowymi grami rouge-like, w których porażka jest wprawdzie stała (nie da się przywołać zapisanego stanu gry), ale jednocześnie za każdym razem gracz uczy się czegoś więcej o świecie gry i o tym, jaką strategię dobrać na przyszłość. To sprawia, że mimo poziomu losowości, który normalnie byłby dla mnie zupełnie niestrawny, Galaxy Trucker zdobywa moją sympatię. Tu losowość nie premiuje braku strategii, przeciwnie – strategia polega na przygotowaniu się na ogromną przypadkowość rozgrywki.

Moja ocena:  4/5 – przyjemna i dynamiczna gra, warto dodać do kolekcji

 

Najgorszym, najbardziej frustrującym i męczącym etapem gry jest budowanie statku kosmicznego z losowo wybranych żetonów. Aby ten etap nie był tak dobijający, trzeba by było bardzo dokładnie poznać zasady budowy i funkcjonowania takiego statku, których jest sporo i przy pierwszym ich poznaniu ciężko je zapamiętać.

Kolejne etapy są już bardziej strawne. Jest dynamicznie, zabawnie, czasami frustrująco, ale nikt się tym nie przejmuje, bo nikt nie wie co wydarzy się za chwilę, a poza tym przecież jesteśmy w kosmosie! :)

Galaxy Trucker jest niby grą lekką, a nawet imprezową, ale jak na tego typu grę rozgrywka trwa dość długo. Jeżeli mam poświęcić godzinę na nieustannie paniczne poszukiwania odpowiednich żetonów do mojego statku, później kolejnego i jeszcze kolejnego, a później stracić je w wyniku zdarzeń losowych, to szczerze mówiąc wolę inną grę.

Początkujący gracze mogą mieć problem z zapamiętaniem tego, co który element statku robi, na co wpływa, gdzie go można umieszczać, a gdzie nie. A zapamiętanie tego jest absolutną podstawą do zbudowania statku, który ma jakiekolwiek szanse dolecieć do celu, choćby w strzępkach. Nie można też w tym czasie zaglądać do instrukcji, tzn. można, ale traci się wtedy cenny czas, bo przecież chcemy zdążyć cokolwiek zbudować, zanim inni gracze skończą swoje statki. Jeżeli rozegramy już kilka partyjek i pamiętamy znaczenie żetonów – gra może być przyjemniejsza, bo pierwszy etap budowania nie jest tak męczący i frustrujący.

Gra taka sobie. Można czasem zagrać, ale żeby jakoś specjalnie ta rozgrywka miała znaczenie – to nie ta gra.

Moja ocena: 3/5

Ostateczna ocena: 3,5/5

Ilość graczy: 2-4

Przeciętny czas rozgrywki: ok. 30-90 min, w zależności od ilości rozegranych planszy.

Cena: ok. 120 zł

Grę możesz kupić np. tutaj

Planszówki bez planszy, czyli granie na komputerze i tablecie
Recenzja: Przez pustynię