Recenzja: Hej, to moja ryba!

Tematyka i wydanie gry „Hej, to moja ryba!” sugeruje, że jest to gra dla dzieci. Jednak mechanika powoduje, że z przyjemnością mogą grać w nią również osoby dorosłe. Celem gry jest zdobycie jak największej ilości ryb. Gracze poruszają się po krach lodowych za pomocą pingwinów, na każdej krze jest od 1 do 3 ryb. Trzeba przeskakiwać kry w taki sposób, aby zebrać jak największą ilość ryb. Przy okazji można też zaszkodzić przeciwnikowi, jeżeli staniemy na krze, na której on planował stanąć.

Gra jest króciutka, trwa około 15 minut i dobrze nadaje się jako rozgrzewka przed większym tytułem. Ma proste zasady i przyjemną mechanikę, opartą na logicznym myśleniu. Gra jest dość porządnie wydana, ciężko by było zniszczyć jej elementy. Niestety, interakcja jest praktycznie żadna, rozgrywka odbywa się niemal w kompletnym milczeniu, każdy gracz jest skupiony na swoim działaniu i myśleniu, która kra najbardziej mu się opłaci. Nie przeszkadza mi to jednak lubić tej gry. Rozgrywka trwa na tyle krótko, że można sobie przez te kilkanaście minut pomilczeć i pomyśleć ;)

Minusy gry to zbyt duże pudełko, które powoduje, że niespecjalnie można ją zabrać ze sobą na wyjazd. Spokojnie wszystkie elementy zmieściłyby się w o połowę mniejszym opakowaniu. Grę też trochę za długo się rozstawia. Heksy będące krami trzeba ustawiać obok siebie z kilkumilimetrowymi przerwami między nimi, a z moim umiłowaniem do symetrii i porządku na stole podczas gry bywa to uciążliwe. Jeszcze jeden minus to nazwa gry „Hej, to moja ryba!” – długa, mało chwytliwa i trochę „bez sensu”. No ale dobrze, może się czepiam :) bo ostatecznie grę lubię.

Moja ocena: 4/5

 

Przyjemna gra, gdzieś pomiędzy imprezówką, a lekką grą logiczną. Grafika w edycji którą mamy jest mocno komiksowa i bardzo sympatyczna – plastikowe, złośliwe pingwiny dodają grze fajnego klimatu i czynią ją w jakiś nienamacalny sposób luźniejszą. Niestety, nowe edycje (jak np. ta podlinkowana poniżej) używają nieco mniej klimatycznych pionków, ale za to pudełko jest zdaje się mniejsze, co ułatwia transport gry.

„Pingwiny”, jak zwykle określamy tą grę między sobą. cenię przede wszystkim za kombinowanie. Nie zgodzę się z Beatą, że nie ma tu interakcji – jest duża, ponieważ jedną z najlepszych strategii w grze jest takie przestawianie swoich pingwinów, by „odciąć” nimi jak największe poletka dla siebie i/lub uwięzić przeciwników na jak najmniejszych i najuboższych w ryby skrawkach lodu. To prowadzi do sporego kombinowania, a nawet odrobiny blefu, zwłaszcza w grze na dwie osoby (przy większej ilości robi się już nieco więcej chaosu, ale gra wciąż jest przyjemna).

Kluczem do zwycięstwa jest tu myślenie nie w kategorii pojedynczych ruchów, ale układów, dzięki którym zdoła się „odciąć” dla siebie jak największą połać ryb. W takiej sytuacji gracz przejmuje bowiem wszystkie ryby zawarte na odciętej przestrzeni, bez konieczności wykonywania dodatkowych ruchów. Dla mnie jest to świetne rozwiązanie, wymagające dużo myślenia i planowania, a to ten typ gry, który po prostu lubię.  Szybka rozgrywka (mimo nieco zbyt długiego rozstawiania) i fajny klimat jeszcze to wspierają i z przyjemnością zobaczyłbym komputerową – nie wymagającą rozstawienia – wersję tej gry.

Ocena:  5/5 – w takiej cenie, brać w ciemno, dobry dodatek do kolekcji

 

Ostateczna ocena: 4,5/5

Ilość graczy: 2-4

Przeciętny czas rozgrywki: 15-20 minut

Cena: ok. 45 zł.

Grę możesz kupić np. tutaj

 

Recenzja: The Boss
Recenzja: Jenga