Recenzja: Chez Geek

 

Chez Geek

Gra, w którą swojego czasu potrafiłam grać 7 razy z rzędu :) Imprezowa karcianka (choć raczej na mniejsze imprezy, bo maksymalna ilość graczy to 5 osób), która świetnie sprawdza się również w konfiguracji 2 osobowej. Gracze są osobami zamieszkującymi jeden akademik. Każdy gracz na początku losuje kartę swojej postaci, która określa jego zawód, dochód, czas wolny, czasami cechę specjalną oraz ilość punktów luzu niezbędną do zwycięstwa. Tak więc celem gry jest zebranie tylu punktów luzu, ile określa wylosowana przez danego gracza karta.

Poza kartami postaci istnieją cztery typy kart: karty zakupów (niebieskie), czynności (czerwone), osób (zielone) oraz zdarzeń dodatkowych (pomarańczowe). Gracze w każdej turze dobierają losowo karty spośród powyższych rodzajów i mają je do wykorzystania na bieżącą lub kolejne tury.

Postacie, w które wcielają się gracze, są bardzo dobrze wyważone. Na pierwszy rzut oka może wydać się, że tak nie jest, bo np. Luzaczka, aby wygrać, wystarczy, że zbierze 16 punktów luzu, podczas, gdy Korpoludek musi mieć ich aż 22.  Rzecz w tym, że Luzaczka ma 3 punkty czasu wolnego, który może spożytkować na różne czynności, a Korpoludek ma go tylko 1. Ma za to więcej dochodu niż Luzaczka, itd.

Gra ma zrozumiały i przejrzysty schemat, który w każdej turze wygląda tak samo, dodatkowo gracze dostają ściągawki z rozpisanym schematem. Można grać w nią od razu, a gra jest niezwykle przyjemna już od pierwszej rozgrywki.

Spora ilość interakcji między graczami – zwykle niestety przejawiająca się w utrudnianiu życia innym, ale punkty, które możemy stracić poprzez takie działania innych graczy, bardzo łatwo jest odbudować, tak więc nie powoduje to ani frustracji, ani zbyt wielu negatywnych emocji :)

Gdy graliśmy w Chez Geeka we dwoje, czasami rozgrywki kończyły się zbyt szybko. A były na tyle przyjemne, że zwiększaliśmy sobie ilość punktów luzu konieczną do zwycięstwa. Czyli zamiast napisanych na karcie postaci 17 czy 19 punktów luzu – umawialiśmy się, że będziemy grać do osiągnięcia 20 i 22 punktów luzu.

Gra zawiera kilka pustych kart, które można samemu sobie zapełnić, zgodnie z własną fantazją i potrzebami. Póki co jednak nie skorzystaliśmy z tej możliwości :)

Chez Geek utrzymany jest w zabawnym klimacie, na kartach znajdziemy śmieszne teksty, humorystyczne opisy i klimatyczne rysunki. Dobrze by było, by w grę grały osoby przynajmniej po 16 roku życia, ze względu na odniesienia do „dorosłego życia” ;) No dobrze, jeżeli zagra w nią ktoś młodszy z kolegami, to raczej nic się nie stanie, ale jeżeli ten ktoś będzie grał ze swoją mamą to może czuć się nieco niekomfortowo, zarówno on, jak i mama ;)

W grze jest kilka odniesień „od czapy” do czegoś, czego nie ma. A raczej jest, ale dopiero w dodatku do gry, którego to dodatku jeszcze nie ma na polskim rynku i nie wiadomo czy i kiedy będzie. Odniesienia te w żaden sposób nie przeszkadzają ani nie utrudniają gry, jednak umieszczenie ich w wersji podstawowej i nie danie możliwości dokupienia dodatku jest dla mnie frustrujący.

Gra zajmuje małe pudełko, idealnie nadaje się na wyjazdy wakacyjne, albo nawet na wrzucenie do torebki i zagranie ze znajomymi w knajpie. Może być świetnym prezentem dla kogoś, kto prowadzi, albo chciałby prowadzić luźne życie pełne atrakcji typu „studenckiego” :)

Moja ocena: 5/5

 

Lekka imprezówka w bardzo luźnym klimacie, z ilustracjami zaprojektowanymi przez Johna Kovalica (znanego z komiksu Dork Tower i m.in. cyklu gier spod marki Munchkin). Przyjemne są również lekkie i dobrze przetłumaczone teksty, dodające humory rozgrywce. Ta jest wprawdzie dość losowa, ale to w imprezówkach typowe i nie stanowi problemu, zwłaszcza, że gra jest na tyle krótka i dynamiczna, że łatwo rozegrać partię, albo i kilka, w rewanżu.

Nie jest to wprawdzie gra, w którą mógłbym grać bez przerwy, ale jedną-dwie partyki rozgrywam z dużą przyjemnością. Sporo tu interakcji, ale też sporo strategii, a wszystko w sosie ogromnego, radosnego chaosu. Dużą zaletą jest też tematyka gry, znana w zasadzie każdemu i ułatwiająca wdrożenie do gry nawet zupełnych planszówkowych laików.

Czemu więc tylko cztery na pięć? Cóż, koniec końców to jednak tylko imprezówka. W kategorii „imprezówki” w pełni zasługuje na 5/5, natomiast jako gra w ogóle jest tylko dobra, nie wybitna. Fajna, przyjemna, warto ją dodać do kolekcji, ale wybierając między np. nią a Cytadelą, bez wahania wybrałbym tą ostatnią. Choć, oczywiście, najlepiej jest mieć obydwie.

Ocena:  4/5

Ostateczna ocena: 4,5/5

Ilość graczy: 2-5

Przeciętny czas rozgrywki: 30-40 minut

Cena: Ok. 50 zł

Grę możesz kupić np. TUTAJ

 


 

Recenzja: Kosmiczna Eskadra
Recenzja: Pola Naftowe